WSK Dudek - historia egzemplarza


Za szczyla

Kiedy moi Rodzice jeszcze nie mieli Syrenki, którą szczęśliwie nabyli później, nasza czteroosobowa rodzina musiała jakoś podróżować.

Wtedy to, Ojciec zakupił od swego szwagra, najbardziej wypasioną wersję WSKi, z astronomiczną ilością chromów, kierownicą ?kozą?, siedzeniem á la Harley i tym co wtedy musiało robić największe wrażenie na dziewczynach - pomarańczowym lakierem, jaskrawym jak współczesne ścigacze.

Nie mam przyjemności pamiętać chwili zakupu, ale domyślam się, jak wyglądały pierwsze paradne przejażdżki?

Z umowy spisanej 5. czerwca 1979 roku pomiędzy obywatelem Ojcem i obywatelem Wujkiem dowiedziałem się, że poszedł za 4.500 zł. Oprócz umowy w teczce z dokumentacją mam jeszcze książkę serwisową, komplet opłat za ubezpieczenia, a nawet kartkę na benzynę.

Kartka na paliwo z lat osiemdziesiątych.

Kartka na paliwo z lat osiemdziesiątych.

Ale pamiętam już (pewnie dlatego, że są dokumentacyjne zdjęcia), że kiedy miałem z pięć lat, jeździliśmy na Dudku we czwórkę: jak śledzie ściśnięci z siostrą między Rodzicami. Cóż to musiało być za zjawisko! Jeszcze jedno co pamiętam, to jak bardzo grzało w nogi od rury wydechowej.

Żeby nie być gołosłownym:

Tomek na Dudku

We własnej osobistej osobie, w granatowej koszuli w kolorowe groszki i gatkach na kantki ? na pomarańczowo?błyszczącej maszynie.

Następną rzeczą związaną z Dudkiem jaką pamiętam, są dopiero moje lata młodzieńcze. Przez cały ten czas Dudek stał w szopie - zawiesił karierę na rzecz nowocześniejszych konstrukcji: Syreny 105, a później cytrynowego Fiata 125p.

W każdym razie, i mój czerwony rower, i składak mojej Siostry, i Traper Mamy, straciły w moich oczach w obliczu dziadkowego Komarka - notabene, też na pedały.

Ale kiedy sąsiad wyciągnął Rometa z garażu, nie pozostało mi nic innego jak sięgnąć po najcięższy kaliber licytacji - ważącego 145 kg Dudka (3 × tyle co moja skromna figura).

Za długich włosów

Zaczęło się od jeżdżenia dookoła stodoły? Trzy takie rundki skutkowały zakwasami przez trzy następne dni, ale i opowieściami wśród kolegów przez trzy następne tygodnie. W tajemnicy przed Ojcem jeździłem coraz częściej, okazyjnie wypuszczając się na rundkę po przyległej drodze.

Oczywiście nie potrafiłem sobie ustawić zapłonu, akumulator był wiecznie rozładowany, świece zalane, więc ?jeżdżenie na Dudku? sprowadzało się przede wszystkim do pchania i euforii kiedy w końcu zapalił, i można było się wreszcie kawałek karnąć.

Szczytem radości była przejażdżka po polnych drogach Rajdwygu ? w szcze­gól­ności bujanie resorów na nie kończących się dziurach. To był prawdziwy Easy Rider - tak omijać te dziury przechylając się na prawo i lewo w tym wysokim oparciu, z Harleyową kierownicą na wysokości uszu? ?Ej, dzisiaj jechałem na czwórce!?.

Teraz tak piszę o Easy Riderach i Harleyach, ale tak naprawdę to wtedy ? jak wzorowy egzemplarz blondyna ze wsi ? nie miałem pojęcia, że coś takiego istnieje.

Ech? A to już do liceum mnie wysłali! Kolega Paweł, który służył jako dodatkowy balast, pomocnik do pchania lub zmiennik kierowca, uświadomił mnie jaki to fajny motorek ?mam?, z jaką wielką pojemnością ? nawet w porównaniu z jego nowym Chartem.

Napaliliśmy się żeby zrobić z Dudka porządną maszynę - rasowego czopera. Wtedy to też kupiłem pierwszą, starą, ale elektryczną gitarę. Owa gitara miała chromowaną blachę pod przystawkami wymagającą odnowienia. Na kopalni Ojciec utoczył mi metalowe gałki do potencjometrów, którym tylko chromu brakowało do szczęścia.

Gangus, który pomagał mi naprawiać Dudka prowadził eksperymenty z cynkowaniem (do dziś mu zostało) i miałem nadzieję, że jakoś uda się nam pochromować i gitarę i Dudka. Nawet znalazłem ?znajomego znajomego, który wie, gdzie robią chrom?, więc zważywszy na to, że wakacje spędzałem przy sadzeniu lasu, miałem pieniądze na inwestycje w ?choppera?.

Najważniejszym punktem renowacji Dudka miało być malowanie na czarno (żeby pasowało do długich blond włosów, rzemienia na szyi i czarnych ciuchów), no i oczywiście Pawła marzenia o skórzanych frędzelkach przy kierownicy.

Jak dziś pamiętam, jak strasznie byłem obrażony na Ojca, za to że powiedział ?Absolutnie nie!?. W pomarańczowy motorek już mi się nie uśmiechało inwestować, więc nawet namawiałem Ojca, żeby Dudka sprzedał Gangusowi, który wtedy rozczłonkowanych wuesek miał już w garażu z tuzin. Ojciec wiedział o tym, że jak z Gangusem naprawialiśmy motorek, to za każdym razem po złożeniu, okazywało się, że części jest za dużo. Z tego powodu nie uśmiechało mu się oddawać swojej maszyny, szczególnie w perspektywie przerobienia na zawodowy, Wiejski Sprzęt Kaskaderski.

Te pertraktacje zakończyły się stwierdzeniem Ojca, że nie odda, nie sprzeda, bo chce Dudka trzymać ?na zabytek?. No to się wszyscy setnie uśmiali? A ja pierwszy!

Jak zmądrzałem

Po piętnastu latach, jak już zmądrzałem, dziękuję Ojcu za to, że mi wtedy nie pozwolił Dudka zdewastować. Doceniłem co to znaczy posiadać zabytkowy pojazd. Wiem, że oryginalny pomarańczowy lakier jest sto razy ważniejszy, niż skórzane paseczki przy najnowszym chopperze.

Dudka dostałem w prezencie, pod warunkiem, że ?zrobię porządek w stoczni?. Dla niewtajemniczonych dodam, że ?stocznia? to miejsce w stodole (ex kurnik), w którym Ojciec budował swoją żaglówkę.

Renowacja

I tak to, zaczęła się historia odnawiania. Wyciągnąłem Dudka z pajęczyn i oszacowałem straty, które poczyniłem ja, a potem czas.

Przede wszystkim był zżarty przez rdzę. Jeszcze przede mną ktoś solidnie wgniótł mu bak. Z opowieści pamiętam, że i Wujek i Ojciec mieli na nim widowiskowe kraksy. Ja rozbiłem przedni reflektor, w którym teraz brakowało też chromowanej obręczy, bo ta, przez te wszystkie lata, się magicznie utleniła. Brakowało (do dziś brakuje) jednego lusterka, o którym już legendy krążą. Lusterka z Dudka - ciężkie i wypukłe - słyną z tego, że widać w nich prawie cały świat dookoła. Mając jedno takie lusterko jedzie się świetnie. Jakiż to musiał być komfort mieć dwa takie! Ale dostać gdzieś takie teraz graniczy z cudem. Podobnie jest z tapicerką, którą mój Dudek miał poszarpaną w kilku miejscach. Rama wydawała się OK.

Dudek przed renowacją

Dudek przed renowacją

Reasumując, do renowacji:

  • chromy
  • lakier
  • tapicerka
  • przegląd silnika
  • przegląd skrzyni biegów
  • elektryka
  • uzupełnienie braków takich jak: reflektor, szkła kierunkowskazów, akumulator itp. drobiazgi

Ciekawscy mogą poczytać o renowacji w innym poście, a tu przedstawiam efekt (prawie) końcowy:

Pierwsze jeżdżenie na odnowionym Dudku

Pierwsze jeżdżenie na odnowionym Dudku.

Czyż nie jest piękny?

Polecam także:

Informacje i odnośniki

Dołącz do kompanii komentując, śledząc komentarze i linkując posty ze swojego bloga


Inne posty
Żółte blachy - rejestracja pojazdu zabytkowego

Skomentuj

Napisz, co myślisz na ten temat. Możesz użyć podstawowego formatowania HTML.

Komentarze czytelników

piękny!’)
jak i cała historia’)

to się opłaca czasem starszych słuchać :)
Livi próbuje to teraz mówić….

historia świetna :)

Super sam mam Dudka aktualnie zabieram sie za siedzenia chciałbym swego do takiego stanu doprowadzić ale to przyszłość

:)
Z siedzeniami jest problem. Oryginalne siedzenia mają takie odbite paski (widać na zdjęciach). Żaden tapicer Ci czegoś takiego nie zrobi.

Dlatego ja w swoim Dudku mam połatane, ale te oryginalne.
Poza tym, oryginalna pianka ma specyficzny kształt. Jeśli jest zniszczona, albo tapicer ją próbuje pozmieniać, siedzenie straci pierwotny kształt.

A marzą mi się takie nietknięte :)

jak dobrac kolor zostało mi jeszcze malowanie

Kolor i lakier namiesza Ci firma, która się tym zajmuje. Musisz tylko dostarczyć fragment z oryginalnym lakierem.

ale niestety nie mam próbki koloru z orginału i mam ten problem

witam kupiłem silnik 059-3 do dudka i ma instalacje 12 czy nie powinien mieć6